Wirtualna wycieczka Wirtualne archiwum Facebook Kup bilet
Amadeusz Kup Bilet
A A A
Edith i Marlene

Edith i Marlene

Autor:Eva Pataki

Reżyseria: Andrzej Ozga

Premiera: 04-06-2006

To kameralne przedstawienie jest muzyczną opowieścią o przyjaźni między dwiema gwiazdami europejskiej estrady: Edith Piaf i Marleną Dietrich, opowieścią o uczuciach i emocjach, miłości i uniesieniu, ale także tragedii, samotności, rozpaczy... Piaf i Dietrich – legendy swoich czasów. Łączyła je prawdziwa przyjaźń pełna miłości i wzajemnego szacunku, ale też szlachetnej rywalizacji scenicznej. Dzieliło pochodzenie i życiowe doświadczenia. Udramatyzowane biografie obydwu gwiazd, w których nitka dialogowa stanowi podstawę konstrukcji opowieści i porządkuje fakty. Tak naprawdę jest to historia życia Edith, w którym Marlene odegrała niepoślednią rolę, równoważąc depresje i szaleństwo utalentowanej Francuzki, opanowaniem, szczerym przywiązaniem i umiejętnością szukania nadziei. Dramaturgia utworu zbudowana jest na kontraście ich osobowości, gdzie piosenki sa komentarzem do zastanej rzeczywistości.Przekład: Halina I Andrzej Rutkowscy

 

Realizatorzy:


Reżyseria: Andrzej Ozga

 

Scenografia/kostiumy: Tatiana Kwiatkowska

 

Współpraca scenograficzna: Zygmunt Prończyk

 

Aranżacje i nagrania piosenek: Robert Obcowski

 

Tłumaczenia tekstów piosenek: Jerzy Menel I Andrzej Ozga

 

Asystent reżysera: Teresa Suchodolska

 

Inspicjent: Dorota Pietrusińska

 

Obsada:

 

Edith Piaf - Aleksandra Wojtysiak

 

Marlene Dietrich - Beata Przewłocka

 

Momone, przybrana siostra Piaf - Teresa Suchodolska

 

Raymond, autor tekstów i Impresario - Lesław Ostaszkiewicz

 

Leplěe, właściciel baru - Jacek Gudejko

 

Komisarz policji - Krzysztof Bartoszewicz

 

Marcel, mistrz świata w boksie - Mariusz Michalski

 

Theo - Marcin Tomasik

 

Pielęgniarka - Irena Adamiak

 

Edith Piaf i Marlena Ditrich. Legendy swoich czasów. Łączyła je prawdziwa przyjaźń pełna miłości i wzajemnego szacunku, ale też szlachetnej rywalizacji scenicznej. Dzieliło pochodzenie i życiowe doświadczenia.

Tekst węgierskiej autorki Ewy Pataki, pod zwięzłym tytułem "Edith i Marlene" to udramatyzowane biografie obydwu gwiazd, w których nitka dialogowa stanowi podstawę konstrukcji opowieści i porządkuje fakty.Tak naprawdę jest to historia życia Edith, w którym Marlene odegrała niepoślednią rolę, równoważąc depresje i szaleństwo utalentowanej Francuzki opanowaniem, szczerym przywiązaniem i umiejętnością szukania nadziei. Dramaturgia utworu zbudowana jest na kontraście ich osobowości. Z jednej strony Marlena, córka pruskiego oficera, gwiazda światowego kina, uosobienie wyrafinowanej kobiecości tamtych czasów i żywiołowa, niekryjąca swych proletariackich korzeni, niezbyt urodziwa i dramatycznie poszukująca miłości Edith. Ten kontrast dotyczy również sposobu uprawiania przez nie zawodu - namiętny, spontaniczny ze strony Piaf i pełen profesjonalnego dystansu u Dietrich.

Edith - "paryski wróbelek", drobna, niepozorna, o porywająco pięknym głosie. Marlena - bogini seksu, wcielenie berlińskiej dekadencji lat 20-tych. Ten związek, pełen miłości i wzajemnego szacunku, wyzwolił burzę gwałtownych emocji. Znalazło się w nim także miejsce na rywalizację i zazdrość.

 

 

„Śmierć jest tam, gdzie się kończy muzyka"

Tę niewielką kobietę znał i podziwiał niemal cały świat, ale zanim to się stało... Niepozorna, właściwie to nawet nieładna, gdy jednak zaczynała śpiewać każdy przechodzień musiał się zatrzymać, oczarowany dźwiękami, które wyśpiewywała. A śpiewała o tym, czego doświadczyła, o złej miłości, o uczuciach, które bolą, o samotności, o tym co dla wszystkich ludzi jest ważne. Wyśpiewywała kolory i barwy świata, wyśpiewywała pragnienia i marzenia... „gdy on mnie tuli to świat mieni się w kolorach..."

Kiedyś śpiewając jak zwykle na ulicy, podszedł do niej pewien elegancki mężczyzna i wręczył zwitek banknotów oraz wizytówkę. Ot, zwykły frajer pomyślała... Dyrektor Kabaretu Garny's, jej późniejszy przyjaciel – Papa Leplee. To właśnie on odkrył jej talent i nazwał Edith Piaf. To dzięki niemu narodziła się późniejsza gwiazda, choć wtedy nawet jeszcze nie marzyła o tym, po prostu chciała zostać piosenkarką, chciała odmiany.

Prosta dziewczyna z ulicy, bez ogłady i dobrych manier, chwilami wręcz wulgarna. Tak boleśnie doświadczona przez życie i najbliższych. W oczach miała złą dziewczynę... Do tej dziewczyny wreszcie uśmiechnął się los, który tak szczodrze obdarzył ją walorami głosowymi. Sny zaczną się spełniać później „biedne serce już drży, bo spełniają się sny, bo jej facet to przecież artysta". Pierwsze koncerty w eleganckim lokalu, już nie na ulicy, pierwsze recenzje w prasie, pierwsze dowody sławy.

Pierwsze spotkanie Edith i Marlen, wyjątkowo dziwne, chłodne, żeby nie powiedzieć wrogie. Dietrich zjawia się niespodziewanie w kabarecie, śpiewa piosenkę Piaf... Każda z nich uważa się za wielką artystkę i nie chce oddać drugiej palmy pierwszeństwa. „Paryski wróbelek" - niski i skromnie ubrany w czarną sukienkę i „błękitny anioł" – długonoga dama niemieckiego kina i piosenki. To spotkanie pozostanie w pamięci obu już na zawsze, tak jak one pozostaną w swych sercach. Muzyka staje się tym co mogło je poróżnić, a jednak połączyło, bo „serce jest jak port, kto chce ten znajdzie przystań w nim".

Gdy życie się uśmiechnęło do Piaf życzliwością Papy Leplee, nie mogło to trwać zbyt długo... Po jego zabójstwie to właśnie ona jest główną podejrzaną o dokonanie zbrodni. Przeżywa kolejny koszmar. Jak mogłaby zamordować jedynego człowieka, który był dla niej taki dobry... Cierpi i marzy, by mogła dalej śpiewać, dalej śnić. Marzy o prawdziwej miłości, choćby trwającej jeden dzień, takiej żarliwej. Swą prośbę wyśpiewuje samemu Bogu „Mój Boże, chciej ten jeden dać mi dzień!" To Leplee odkrył Piaf, jej pozycje w świecie show-biznesu ugruntował jednak inny mężczyzna – Raymond, który pisał dla niej teksty, był przyjacielem i impresario. To on uczynił z Edith wielką artystkę, nauczył operować głosem, poruszać się, organizował koncerty w prestiżowych salach. „Coś jednak jest nie tak (...), że miłość wychuchana, ta wiecznie rozpieszczana, nie zawsze czysto gra..." Wyśpiewuje wzruszenia swych słuchaczy, nieśmiałość łez i przekonanie, że trzeba się bawić, śmiać, tańczyć... Jej pieśni stają się przebojami, rozbrzmiewają wszędzie, pod wszystkimi dachami Paryża, ba nawet świata. Marlena Dietrich, niejako dla odmiany, albo dla przeciwwagi – wyśpiewuje koniec wojny, a tym samym początek nowej ery, i początek nowej drogi artystycznej Piaf.

Zaczęły się koncerty w Stanach Zjednoczonych, zaczęły się narkotyki, stany depresyjne... Piaf tęskni za starą Europą, za Paryżem, za nową miłością. Pije z tęsknoty coraz więcej. Jej lęki łagodzi przyjaciółka – Dietrich. Pomaga, wspiera, zapowiada amerykańskie występy, zachęca publiczność, by wsłuchała się w śpiew Francuzki. „Tak pragnęłam by ta chwila wiecznie trwała". Edith uwielbia oklaski, uwielbia koncerty i entuzjazm tłumów. Lubi zwyciężać, także własne słabości, podobnie jak nowo poznany mistrz boksu – Marcel. Wybucha między nimi uczucie, choć nie od razu. Dla Piaf miłość składa się z policzków, łez i kłamstw. On chce ją nauczyć innej miłości, prawdziwej miłości...

Piaf i Dietrich występują razem. Marlene z dystynkcja i dystansem wyśpiewuje swój song o lenistwie, ale gwiazdy mogą sobie na nie pozwolić tylko pozornie... Publiczność łapią na estradzie niczym torreador byka za rogi. Wspólną rozmową przed mikrofonem, z lekka się przepychając, Marlene obniżając do mikrofonu na poziomie Edit. Piaf wyciągając szyję z kolei do wysokości Dietrich... „Tego dnia, kiedy nie zaśpiewam, zdechnę" – wyznaje Edith... Marlene zapowiada występ swej przyjaciółki. Ta wyśpiewuje melodie, które grają jej w sercu, od kiedy pamięta te melodie są z nią, razem wędrują i tylko czasem zamieniają się w krzyk...

To muzyka i piosenka wytycza kolejne etapy życia „paryskiego dziecka". To muzyka rozdaje kolejne role do odegrania w życiu i nawet kiedy miłość „krnąbrna i zła"... „to melodia oszukać chce czas". Jedyną nieprawdą jest to, że jej „serce zimne jest już". Szczęśliwa kobieta, zakochana, zapatrzona w swego pięściarza, epatuje miłością, pięknieje. To jedyny mężczyzna z dotychczasowych kochanków, który nie pozwolił by być jej utrzymankiem, jedyny którego nie musiała ubierać, którym nie musiała się opiekować... To on opiekował się nią. To on nauczył ją wszystkiego, jak sobie radzić z przeszłością, jak polubić swoją twarz... Dorównywali sobie majątkiem, sławą i wielkością. I jak to w życiu bywa, choć się kochają – jednak kłócą... Tyle razy go wyganiała, jednak wracał zawsze, gdy tylko tego potrzebowała, zawsze gdy go wzywała. On mistrzostwo świata chce wygrać dla niej właśnie. Ona marzy o schowaniu się tylko z nim, gdzieś przed całym światem, przed dziennikarzami, przed ludźmi, chce go mieć tylko dla siebie... „Szczęście jest tuż, tuż lecz bez miłości ani rusz". Ona wreszcie może wyśpiewać swą szczęśliwą miłość, „więc kochajcie tak jak ja". Nic nie wskazuje na rychłą tragedię. Marcel ginie w katastrofie lotniczej nad Azorami, lecąc na spotkanie z Edith. Tego wieczora miała koncert i śpiewała tylko dla niego... „Co mi tam, gdy wiem że kocham, gdy ty kochasz mnie"... Wyśpiewuje swój ból i rozpacz, wyśpiewuje śmierć, która nie jest w stanie rozdzielić kochanków, bo „przy miłości wszystko mało".

Brak nadziei boli tak samo jak brak miłości, jak samotność, jak brak światła w ciemności. Narkotyki sprawiają iluzje łagodnego przejścia Piaf przez to piekło, z którego próbuje się wydostać. Odszedł Marcel, Raymond ją opuścił... Kiedyś, gdy jej się dobrze wiodło, wokół było wielu ludzi, teraz pozostała jedynie Dietrich. Obsesja samotności jeszcze bardziej się nasila. Od obsesji jest tylko krok do obłędu. Biel sukni ślubnej i biel kaftana w które ubiera się wariatki, zasadniczo niczym się nie różnią.

Edith jest śmiertelnie chora, drastycznie schudła, ale nadal chce śpiewać, żąda nowych kompozycji... Umierającą odwiedza przyjaciółka. Marlene przez całe życie ją podziwiała i kochała. Piaf jest znowu zakochana, tym razem w młodziutkim chłopaku, fryzjerze Theo. Nie zapomina o jedynej prawdziwej miłości swego życia – Marcelu, ale twierdzi że zawsze czekała na Theo. Obie gwiazdy, Marlene i Edith się postarzały, zmieniły i jedynie żarliwość ich znajomości nie straciła przez te lata na sile. Piaf marzy o tournee w Belgii, o kolejnym występie w paryskiej Olimpii, o ślubie z Theo, na który włoży niebieska sukienkę... Piaf uczy go śpiewać, poruszać się na scenie. Wylansowała już wiele gwiazd estrady. Ten jednak wcale tego nie chce, nie umie śpiewać... Narkotyki i środki przeciwbólowe wyniszczają jej organizm. Gazety donoszą o tym, że jest niezrównana, święci triumf po wyjściu z kliniki. Wyszła cało z pięciu wypadków samochodowych. Prasa piszę, że jest niezniszczalna. A wszystko to dzięki miłości, która jednak potrafi życie „zmienić w pasmo trosk". To także dzięki miłości starość łatwiej znieść, gdy się kocha. Piaf i Theo wyśpiewują razem prawdę o tym, że warto kochać. Niechaj ta prawda będzie wskazówką do odczytania tego spektaklu i oby towarzyszyła wszystkim nam przez życie.

Tomasz Walczak