Wirtualna wycieczka Wirtualne archiwum Facebook Kup bilet
Kup bilet wiosna
A A A
Recenzja 'Allo 'Allo

Recenzja 'Allo 'Allo

05-01-2018

Pojawiają się pierwsze recenzje o ostatniej premierze 2017 roku czyli 'Allo 'Allo opartego na brytyjskim serialu.

Swoimi wrażeniami podzieła się autorka bloga sluchajfortepianu.wordpress.com, Małgorzata Maciejewska.

Co napisała o "normalnej kawiarni w okupowanej Francji"?

 

W sumie to dobrze, że Teatr im. Sewruka nie boi się realizacji spektakli, które publiczność zna już z mniejszego czy większego ekranu. Wydawałoby się, że nie warto konkurować ze znacznie większymi budżetami, rzeszami specjalistów od obrazu, dźwięku, oszałamiającą scenografią… A tymczasem w Elblągu, po “Amadeuszu” według scenariusza Petera Schaffera (recenzja tutaj), w ramach ostatniej premiery 2017 roku, obejrzałam spektakl ” ‘Allo, ‘Allo” Jeremy’ego Lloyda i Davida Crofta – rzecz doskonale mi znaną w brytyjskiej serialowej wersji. Z obawą, ale niewielką, zajęłam więc 30 grudnia wyznaczone miejsce na skraju jednego z bliższych scenie rzędów, licząc skrycie na to, że w jednym z wolnych foteli obok siądzie choć na chwilę mój ulubieniec, oficer Crabtree. Okazały się jednak przeznaczone dla widzów – którzy mogą pluć sobie w brodę, że nie przyszli.

Akcja toczyła się niezwykle płynnie, tak, że chwila opuszczenia kurtyny po pierwszym akcie okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem; spokojnie dałabym radę obejrzeć całość na raz. Choć twórcy spektaklu zdecydowali się zastosować większość rozwiązań scenograficznych czy kostiumowych, znanych z serialu, obyło się bez ślepego kopiowania strojów i wnętrz. Odpowiedzialna za te dwa elementy spektaklu Tatiana Kwiatkowska postawiła na kilka symbolicznych przestrzeni, wymagających użycia sceny obrotowej i stosowania pauz z zaciemnieniem (o, teatralna magio!…). Podobnie z charakteryzacją i kreacjami – nie wciskano aktorów w sztywny szablon, a brak wąsa czy loczków tu i ówdzie w niczym nie przeszkadzał.

Zresztą odtwórcy wszystkich postaci (trudno ich nawet podzielić na pierwszo- i drugoplanowe!) poradziliby sobie i wtedy, gdyby ubrać aktorów tak samo – siła spektaklu leży bowiem w gestykulacji, mimice i modulacji głosu, oraz w piosenkach. Zdarzyło się co prawda kilka wpadek tekstowych, ale bez mrugnięcia zrzucam je na karb premierowego stresu i charakter spektaklu – obfitującego w dynamiczne, dialogowo-polilogiczne fragmenty. Cały zespół “‘Allo, ‘Allo” grał naprawdę świetnie, pozwalając sobie na wiele, lecz nie przekraczając granicy kiczu – i wielokrotnie dowodząc…świetnej kondycji fizycznej.

Moi faworyci to Alan Bochniak jako Herr Flick (za pełną świadomość posiadania drewnianej nogi, także w trakcie tanga, mogłabym go pocałować), Irena Adamiak jako Edith (za umyślne fałszowanie, cudowną naiwność i tragikomiczną aurę) oraz Beata Przewłocka jako Helga Gerhart za (bezbłędną porywczo-stanowczą postawę i pierwszy porządny uśmiech dopiero po zakończeniu spektaklu). Wyrazy uznania otrzymuje także charyzmatyczny, stuprocentowo przekonujący Dariusz Siastacz jako zawsze przytomny i czujny René Artois, trzymający w ryzach całe to szaleństwo.

 

Brawa całej czwórce należą się też za zimną krew na scenie, konsekwentne prowadzenie swych ról i rozbrajające człowieczeństwo postaci. Wszyscy zresztą aktorzy przejawiali wielkie farsowe wyczucie, dzięki czemu z wybitnie teatralnych, nieomal karykaturalnych scen wyzierały prawdziwe emocje i odczucia – strach, rozczarowanie, samotność, niezrozumienie… Emocjonalna głębia aktorstwa zespołu Sewruka urzekła mnie już kilkukrotnie, także w pozornie łatwiejszych, “poważniejszych” spektaklach – stwierdzam więc, że jest najważniejszą cechą, charakteryzującą elbląski zespół. W osobnej, filologicznej kategorii nagrodę główną – za rolę oficera Crabtree – przyznaję Marcinowi Tomasikowi – tu o bezbłędnej dykcji, nieprzytomnym spojrzeniu ale i stalowych nerwach, oraz miło zaskakujących umiejętnościach wokalnych w nieoczekiwanej piosence. Oczywiście pochwała dla Crabtree’ego to także brawa dla autorki przekładu, Hanny Szczerkowskiej.

Muzykę, skomponowaną przez znanego z projektów jazzowych skrzypka Adama Bałdycha, można uznać za bohatera drugoplanowego – i jest to pochwała. Poza piosenkami –  chwytliwymi, dobrze napisanymi i porządnie zaśpiewanymi tudzież melorecytowanymi – oraz elektryzującym tangiem, schodziła raczej na drugi plan… i tak powinno być. Bardzo inteligenta, tworzy dyskretnie kolejną warstwę znaczeniową spektaklu – w stosownych fragmentach słychać na przykład nawiązania do mniej lub bardziej popularnej czy też podniosłej literatury muzycznej, co dodaje jej smaku. Konsekwentnie pełni jednak funkcję dopełniającą. I, co memu sercu szczególnie miłe,, fortepian ma tu sporo do powiedzenia.

Elbląskie ” ‘Allo, ‘Allo” jest spektaklem przygotowanym rzetelnie pod każdym względem, mądrym, pikantnym i przezabawnym – to naprawdę świetna propozycja na poprawę humoru. W wersji ze zminimalizowaną scenografią spokojnie może ruszać w trasę po Polsce, nie ustępując w niczym farsowym czy komediowym produkcjom Capitolu lub innych wielkomiejskich teatrów. Trochę mi dziwnie, że nie mogę pokrytykować spektaklu, ale przecież nie będę nikogo oszukiwać – jeśli Wasze styczniowe finanse na kulturę znikły w mrokach nocy to proszę po prostu założyć byret, obrybić bonk i odmyszerować do tyatru.

____________

Korekta i pierwsze czytanie – debiutancko Kamil Zimnicki, dzięki!

Małgorzata Maciejewska

 

zdjęcia: Włodzimierz Wawro

 

link do bloga: https://sluchajfortepianu.wordpress.com